• Slajd.png
  • Slajd_custom.png

Czy on/ona jest dla mnie?

1. Dlaczego taki temat?


Po czym poznać, że on/ona jest tym jedynym (tą jedyną)? Kiedyś zadawałam sobie to pytanie i szukałam wszelkich podpowiedzi, aby skutecznie rozpoznać, że to właśnie ten mężczyzna...

Jedni twierdzą, że dobry kandydat na męża powinien posiadać konkretne, z góry określone, cechy. Szukając w ten sposób możesz odrzucić prawdziwą miłość, bo coś nie będzie pasować do Twojego ideału, a przecież nie ma ludzi idealnych. Taką metodą, „o mały włos”, nie odrzuciłam swego przyszłego męża. Gdy się w sobie zakochaliśmy, on miał ogromny problem, aby wejść do kościoła i się pomodlić (miałam postanowione, że muszę mieć męża wierzącego w Boga).


Inni twierdzą, że trzeba wypróbować się przed ślubem, aby sprawdzić, czy się do siebie pasuje. Jak to sprawdzić, skoro ludzie się zmieniają, tj. z biegiem czasu docierają się na różne sposoby. Nie da się sprawdzić – tu i teraz – jak to będzie za kilka lat. Jak zatem wybrać tą właściwą osobę, aby nie popełnić największego błędu w życiu?


2. Nasze początki


Podzielę się z Tobą osobistym doświadczeniem dwojga zwyczajnych młodych ludzi, którzy zrozumieli, że chcą z sobą przeżyć całe życie. Nie od razu nabraliśmy tej pewności. Po drodze było sporo wątpliwości.


Jesteśmy parą od ponad 10 lat, lecz małżeństwem dopiero od 3 lat. Nie śpieszyliśmy się z podjęciem ostatecznej decyzji, gdyż małżeństwo to zbyt ważna sprawa. Chcieliśmy być do niego naprawdę gotowi, odpowiednio dojrzali.


Gdy zaiskrzyło między nami, mieliśmy po 19 lat. Ja „chodziłam” wtedy z chłopakiem o dwa lata starszym ode mnie, a Michał właśnie rozstał się ze swoją dziewczyną. Chyba obydwoje czuliśmy, że tamte związki były zupełnie innego rodzaju niż to, co nas połączyło. Ten mój poprzedni chłopak ewidentnie dążył do tego, by do „czegoś” między nami doszło. Kto wie, czy w końcu by do tego nie doszło, gdyby nie pojawił się Michał. Był on zupełnie inny niż pozostali mężczyźni, jakich znałam. Po kilku miesiącach wyznał mi na imprezie, u kolegi: „Chciałbym, abyś kiedyś była moją żoną”, a potem jeszcze upewnił się czy się rozumiemy: „A seks to dopiero po ślubie, prawda?”. Wyobrażasz sobie? Coś takiego mówi 19-letni chłopak! To tacy mężczyźni jeszcze istnieją?! Zwalił mnie tym z nóg. Tak bardzo mnie wtedy oczarował, że do dziś pamiętam tę chwilę (on pewnie już dawno o tym zapomniał i możliwe, że wtedy nawet nie zdawał sobie sprawy, że tym zdobył moje serce). To był pierwszy znak dla mnie, że jest to ktoś wyjątkowy i traktuje mnie bardzo poważnie.


Tego pamiętnego wieczoru powiedział coś jeszcze, co było dla mnie największym dowodem na to, że mnie kocha. Powiedział mniej więcej coś takiego: „Nie życzę sobie, abyś kiedykolwiek łykała jakieś tabletki; wolałbym już zrezygnować czasem z seksu niż pozwolić na to, abyś się zatruwała” – to już jest wyznanie sto razy mocniejsze niż słowa „kocham Cię”. Przecież w ten sposób dał mi do zrozumienia, że:

- moje zdrowie jest dla niego ważniejsze niż jego potrzeby,

- bardziej kocha mnie niż siebie,

- naprawdę zależy mu na mnie, a nie na moim ciele,

- nie jest ze mną dla przyjemności, tylko dla mnie samej,

- jest zdolny do wielkich poświęceń.


Właśnie kogoś takiego chciałam mieć za męża.


3. Pierwsze trudności i walka o czystość


Wiadomo, jak to na początku bywa... Byłam nim oczarowana. Z czasem, w miarę jak się coraz lepiej poznawaliśmy – jak stopniowo opadały wielkie emocje zauroczenia – okazywało się, że trudno nam się dogadać w niektórych sprawach, np. kwestia podejścia do wiary w Boga. Pochodzę z wierzącej rodziny, więc ciągnęłam go do kościoła, namawiałam na pielgrzymkę, wstąpienie do wspólnoty itp. On pochodzi z rodziny niewierzącej i uparcie nie chciał uczestniczyć we wszystkim, co związane z wiarą. Chwała Bogu, że po dłuższym okresie zmienił się w tym względzie i, co ciekawe, dziś on jest tą osobą, która inicjuje i prowadzi naszą modlitwę małżeńską.


Drugim punktem spornym było miejsce zamieszkania po ślubie (ja chciałam na wsi, a on w mieście). Tak nam trudno było dogadać się w tych sprawach, że czasami zastanawiałam się, czy to w ogóle ma sens. Dużo z sobą rozmawialiśmy, byliśmy dla siebie autentycznymi przyjaciółmi. Były to też lata walki o czystość przedmałżeńską, o wytrwanie w podjętej decyzji. Czasami było już naprawdę ciężko, lecz zwykle w życiu jest tak, że to, co wartościowe zdobywa się z wielkim trudem. Nieraz wydawało się, że możemy tę walkę przegrać, lecz z pomocą sakramentów świętych podnosiliśmy się z upadków i walczyliśmy dalej.


Sami dostrzegaliśmy różnicę w naszej relacji: gdy była czystość, to byliśmy sobie bardzo bliscy i niezwykle ze sobą szczęśliwi. Kiedy zdarzało nam się coś w tej sprawie zepsuć (zbyt daleko posunięte pieszczoty), to nasza relacja stawała się płytsza, oddalaliśmy się od siebie, trudniej nam było ze sobą rozmawiać, łatwiej było o jakieś nieporozumienia i żale. Dopiero krok w tył i rozpoczęcie od nowa życia w czystości sprawiało, że wszystko wracało do normy i znowu byliśmy z sobą bardzo szczęśliwi.


To nie było tak, że staraliśmy się żyć w czystości tylko ze względu na to, aby nasze przyszłe małżeństwo było jak najlepsze. Już w czasie narzeczeństwa widać było, że warto starać się o czystość (dawało nam to coś, czego inne pary nam zazdrościły). Zdaję sobie sprawę, że brzmi to wszystko dość ogólnie, dlatego najlepiej samemu przekonać się, że coś w tym jest. Niełatwo te różnice opisać, gdyż jest to moim zdaniem pewnego rodzaju tajemnicą (wiele dostrzega się w sposób nienamacalny).


4. Tajemnica szczęścia


Nieskromnie przyznam się, że wiele razy słyszałam od znajomych komentarze typu: „Jesteście jacyś inni; takich par już nie ma” (są, są... znamy wiele takich par!), „Jak wy to robicie, że wciąż się tak kochacie?”, „Jaki jest sekret Waszego związku?”. Ten sekret to w szczególności czystość przedmałżeńska. To ona pomogła nam rozeznać, że jesteśmy dla siebie „tą jedyną” i „tym jedynym” na całe życie.


Nie traciliśmy swych intymnych chwil na seks, dzięki czemu mogliśmy się lepiej poznać i bardziej o siebie starać. Dzięki rozmowom z koleżankami wiem, iż seks tak bardzo angażuje emocjonalnie, że ludzie „sypiający ze sobą” nie są w stanie dostrzec, jaki naprawdę jest ich partner. Mają niejako „klapki na oczach”.


Moje doświadczenie pokazuje, że najważniejszy w związku jest dialog. Warto się go uczyć od samego początku i poświęcać mu dużo czasu. To dobra inwestycja na przyszłość i jedyny sposób, by dobrze się poznać (dostrzec, czy on/ona jest tym, z kim pragnę przeżyć całe życie). Ktoś mógłby tu zaprotestować: „Odradzasz seks przed ślubem, a twierdzisz, że trzeba się dobrze poznać. Przecież czystość przedmałżeńska to jak kupowanie kota w worku”. A ja twierdzę, że seks przed ślubem to „kupowanie kota w worku”. Co z tego, że sprawdzisz czy narządy płciowe do siebie pasują (wiadomo to bez sprawdzania)? Najważniejszym organem płciowym jest przecież mózg. Udane życie seksualne to bardziej sprawa wyobraźni, kreatywności, umiejętności rozmawiania o oczekiwaniach i gotowości ich spełniania. W dodatku, co z tego, że przekonasz się jak dobrze jest Ci w łóżku z daną osobą TERAZ, skoro w ten sposób nie dowiesz się, jak Ci z nią będzie POTEM (kiedy hormony nie będą tak szaleć, wasze ciała się zmienią, a być może jedno z was, z jakiejś przyczyny, nie będzie mogło uprawiać seksu).


Wiedziałam, iż tak wspaniale jest nam ze sobą bez seksu, że z seksem może być tylko lepiej. Nie musiałam obawiać się tego, jak nam będzie ze sobą podczas połogu (np. 6-tygodniowego), kiedy współżycie seksualne jest zakazane, lub na starość czy w chorobie. Wiedziałam, że nie będziemy się ze sobą nudzić. Byłam świadoma, że to, co nas łączy jest tak silne, iż choćby coś w sferze seksualnej miało się pogorszyć, to i tak będzie nam ze sobą dobrze. Miałam pewność, że to nie seks trzyma nas przy sobie – z nim może być w przyszłości różnie. Skąd jednakże mają to wiedzieć ci, którym teraz jest na pozór dobrze, gdyż przeżywają chwile wspólnych uniesień, których kiedyś może zabraknąć? Seks nie zawsze będzie wyglądać tak samo. Zmieniają się nasze ciała, zmienia się sytuacja życiowa (dzieci, praca, zmęczenie) i opadają te silne emocje, które oszałamiają zakochanych. Jeśli nie chcesz „wkopać się” w nieudane małżeństwo, nie pozwól, aby seks narzucił Ci klapki na oczy. Staraj się poznać swego wybranka (swą wybrankę) jak najlepiej.


Czystość przedmałżeńska pomogła mi przekonać się o tym, że mężczyzna, z którym jestem, kocha mnie i nadaje się na dobrego męża. Dawniej byłam bardzo zakompleksioną dziewczyną i dopiero miłość Michała uleczyła mnie i w całości odmieniła. Myślę, że gdybyśmy z sobą od początku „sypiali”, to gdzieś w mojej głowie krążyłaby myśl, że być może on mnie nie kocha, a jest ze mną tylko dla swojej przyjemności. Udowodnił jednak, że w rzeczywistości jest inaczej. Był ze mną radosny, uczynny i szczęśliwy, pomimo tego, że nie otrzymywał zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych (zapewne mógłby to otrzymać od innych dziewczyn – miał spore powodzenie). Stopniowo przekonywałam się, że on naprawdę mnie kocha. Nie od razu w to uwierzyłam, bo jakoś trudno było zakompleksionej dziewczynie wierzyć, że jest bezinteresownie kochana przez tak wspaniałego mężczyznę.


Czasami słyszę, że niektórzy nazywają seks dowodem miłości. Dla mnie – w czasach, kiedy zaczynaliśmy bycie ze sobą – najlepszym dowodem miłości było powstrzymywanie się od współżycia. Nigdy nie musiałam się lękać o to, czy on jest ze mną po to, aby mieć kogoś „do łóżka”. Pamiętam, jak kiedyś przyznałam się znajomej, że nie potrafię gotować (ona akurat służyła swemu chłopakowi kulinarnie i seksualnie, i żaliła się, że on wciąż jest niezadowolony). Zdziwiła się bardzo, mówiąc: „To dlaczego on jeszcze z tobą jest? Ani mu nie gotujesz, ani nie jesteś jakąś super laską. Może dajesz mu jakiś wspaniały seks?”. Nie mieściło jej się w głowie, że można być z kimś po prostu z miłości. A mi świadomość tego, że jestem w taki sposób kochana, dawała (i wciąż daje) poczucie wielkiego szczęścia.


5. Fundament wierności


Czystość przedmałżeńska dała mi pewność wierności mojego narzeczonego, a obecnie męża. Kiedyś moja koleżanka z pracy sprzeczała się ze mną, iż nie mogę mieć 100% pewności tego, że mój mąż mnie nie zdradza. Nie mogła zrozumieć, że ja taką pewność rzeczywiście mam i nie jest to pewność udawana. Ona nie miała takiej względem swojego męża, a ja – jeszcze zanim się pobraliśmy – wiedziałam, że ten mężczyzna mnie nigdy nie zdradzi. Skoro miał wiele okazji na seks z dziewczyną – w której zakochał się tak bardzo, że wybrał sobie na żonę – a potrafił się powstrzymać, to tym bardziej nie ulegnie kobiecie, która mniej dla niego znaczy. Skoro dotrzymał danego mi słowa (że seks dopiero po ślubie) – pomimo tego, jak ciężko było temu sprostać – to tym bardziej dotrzyma słowa przysięgi małżeńskiej, złożonej nie tylko przede mną, lecz przede wszystkim w majestacie Boga.


6. Bóg fundamentem szczęścia


Jeśli zastanawiasz się, czy on (ona) nadaje się na Twojego męża (Twoją żonę), to poznaj go (ją) jak najlepiej. Przekonaj się, czy Cię kocha i czy będzie Ci wierny (wierna). Czystość przedmałżeńska pomoże Ci w tej decyzji. Poczytaj o ludziach, którzy widzą pasję w czekaniu z seksem do ślubu (http://www.rcs.org.pl
).


Jeśli nie żyjesz jeszcze w czystości przedmałżeńskiej, to nic straconego. Umiejętnie zaproponuj swojemu ukochanemu (ukochanej) wstrzemięźliwość seksualną do czasu ślubu. Omówcie dokładnie granice, których nie będziecie przekraczać, z szacunku i miłości względem siebie. Przekonasz się wtedy, jak bardzo mu (jej) zależy na Tobie – czy kocha Ciebie, czy głównie Twoje ciało. Przekonasz się też, czy będziecie dobrym małżeństwem w okresie, kiedy z jakichś powodów nie będziecie mogli współżyć seksualnie. Z pewnością dowiecie się czegoś o sobie. Być może zrozumiesz, że on (ona) nie jest dla Ciebie. Dzięki temu uchronisz się przed największą życiową pomyłką. Jeśli wciąż masz wątpliwości, zapytaj Pana Boga, jaki plan ma względem Was.


Pewnego razu przeżywaliśmy szczególnie trudny okres. Miałam ogromne wątpliwości dotyczące tego, czy jestem z właściwym mężczyzną. Kiedy byłam już zaręczona z Michałem, zauroczył mnie inny mężczyzna. Wtedy właśnie, z rozerwanym sercem, pytałam Pana Boga, co robić. Okazało się, że to było tylko zauroczenie i wystarczyło je przeczekać. Teraz, z perspektywy czasu, wydaje się to głupie, że miałam wówczas jakiekolwiek wątpliwości. Wtedy jednak nie myślałam racjonalnie. Bardzo ciężko przeżywałam całą sytuację.


Wybrałam się wówczas na pieszą pielgrzymkę, prosząc Boga o wskazówki – co mam robić? Przez całą pielgrzymkę nie otrzymałam żadnej wyraźnej odpowiedzi i dopiero podczas ostatniego postoju na trasie, kiedy byłam już zrezygnowana i straciłam nadzieję, że Bóg mi odpowie, zagadała do mnie jedna z pątniczek. Powiedziała, że jeśli mam jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy chcę wyjść za mojego narzeczonego, to nie powinnam za niego wychodzić. Dla mnie to było jasne, że to jest wskazówka od Pana Boga, na którą czekałam. Jako że miałam wtedy wątpliwości, odczytałam to jako informację, że powinniśmy się rozstać. Po zrealizowaniu tej decyzji wszystko się odmieniło. Pojęliśmy, że nie potrafimy bez siebie żyć... A potem już naprawdę nie miałam żadnych wątpliwości, czy ten mężczyzna jest moją drugą „całością” (bo przecież w małżeństwie nie ma połówek!) na całe życie.


Życzę Tobie takiej właśnie pewności!



Praktyczne argumenty za zachowaniem czystości przedmałżeńskiej (z własnego doświadczenia)

1. Czystość przedmałżeńska pozwala lepiej poznać siebie nawzajem – wbrew temu, co się powszechnie mówi, że dobrze jest "sprawdzić się" przed ślubem.


Kiedyś moja koleżanka strasznie przeżywała przyjazd swojego chłopaka – miała mieć w tym czasie menstruację. Jej reakcja była dla mnie zadziwiająca: „Słuchaj, co my będziemy robić? Będziemy musieli chyba ze sobą rozmawiać – tylko o czym?”. Jeszcze bardziej zadziwiające były pocieszenia innych jej koleżanek: „Nie będzie tak źle. Przecież w trakcie okresu też można”. Czy ta para miała czas, aby się bliżej poznać? Tak naprawdę byli to obcy sobie ludzie, którzy tworzyli związek, bo tak im było wygodnie (twierdzili: „Dobrze nam jest razem ze sobą”). Nota bene, obecnie już ze sobą nie są.


W związku, w którym nie ma seksu, jest więcej czasu na mądre poznawanie siebie. Jeśli przez kilka lat ludzie nie żyją na tzw. kocią łapę (bo nie tracą czasu na seks), to nasuwa się naturalne pytanie: „Co oni ze sobą robią przez tak długi czas?”. Mają dużo czasu na rozmowy, wspólne hobby i bardzo mocno się zaprzyjaźniają. Specjaliści mówią, że kiedy jakaś para jest ze sobą dłużej niż dwa lata i do tego czasu nie zdecydowała się na to, aby być ze sobą do końca życia (wziąć ślub), powinna się rozejść. Czasami, po takim rozstaniu, następuje wkrótce powrót do siebie i zmiana na lepsze, co ułatwia podjęcie decyzji o ślubie. W takiej sytuacji oznaczało to, że separacja wyszła tej parze na dobre, stawiając ich w prawdzie o sobie.


Mit „sprawdzenia siebie przed ślubem” bazuje na kilku niedopowiedzeniach. Co ludzie chcą sprawdzić przed ślubem w sferze seksualnej? Czy narządy rozrodcze partnera są okej? Przecież jakość życia seksualnego nie zależy od nich, ale raczej od tego, jaką ma się wyobraźnię i temperament, czy ma się określone lęki i zahamowania, czy od tego, jakie ma się skłonności i upodobania itp. Najważniejszym narządem płciowym jest mózg. Zatem w tym „sprawdzeniu siebie” nie chodzi o czystą biologię, ale prędzej o psychikę. Jak się bada sferę psychiczną człowieka? Rozmowa i jeszcze raz rozmowa.


Przykładowo, wystarczy czasem poczytać lub posłuchać co mówią seksuolodzy. Ogromna ilość problemów natury seksualnej bierze się stąd, że ludzie z sobą nie rozmawiają, nie potrafią komunikować swoich potrzeb, oczekiwań czy fantazji. Nie potrafią wyrazić swych lęków i frustracji. Czasami, po bardzo wielu latach bycia razem, ludzie są już ogromnie zmęczeni, bo czekali, że może kiedyś będzie inaczej (lepiej), a jest coraz gorzej. Nie potrafią dogadać się względem tego, czego nawzajem od siebie oczekują.


Mit „sprawdzenia siebie” bazuje na zapomnieniu o najważniejszej prawdzie dotyczącej tworzenia udanego związku – podstawą jest szczera rozmowa. Według wspomnianego mitu podstawą szczęśliwego małżeństwa jest udany seks (z przemilczeniem faktu, że przecież jakość seksu zależy od tego, co jest „w głowie”, a nie między nogami). To, czy ludzie są dobrze dobrani poznaje się raczej po tym, w jaki sposób potrafią dojść do porozumienia w trudnej sprawie, jak potrafią się kłócić, rozmawiać ze sobą, czy jak się wspólnie radują, a nie po tym, jak wprowadzają członek do pochwy. W praktyce, tego, czy jest się dobrze dobranym nie da się sprawdzić „ot tak”, bo każdy człowiek zmienia się w trakcie swojego życia. Dopasowanie to proces, a nie stan. To nie tak, jak z puzzlami, które albo od razu pasują do siebie albo nie. To raczej jak ze skórzanymi butami, które trzeba rozchodzić.


2. Związek warto budować na trwałej podstawie – w dłuższym okresie daje to dużo mniejsze prawdopodobieństwo rozwodu czy poszukiwania kochanków.


3. Rezygnacja z seksu to papierek lakmusowy miłości względem osoby, a nie stanu „dobrze mi z Tobą”.


Jeśli się na prawdę kochacie, to zrezygnujcie z seksu na dłuższy okres (np. pół roku) i zobaczcie, co zostanie z Waszego związku. Warto sprawdzić to wcześniej, bo chyba nie łudzicie się, że seks zawsze będzie Was łączył. Jeśli już teraz się okaże, że nie potraficie ze sobą być szczęśliwi, kiedy nie ma seksu między Wami, to po co Wam taki związek?


Jeżeli chcecie czegoś na całe życie, to pamiętajcie, że nieraz będziecie przechodzić wielotygodniowe okresy, podczas których:

- ktoś z Was będzie bardzo chory (szpital itp.),

- będziecie daleko od siebie (wyjazdy za pracą itp.),

- kobieta – będąc po porodzie – nie będzie mogła uprawiać seksu,

- z biegiem lat spadnie Wam poziom hormonów i będziecie mieli słabsze libido.



4. Dbanie o wierność przynosi niezawodną pewność
.


Kiedyś jedna z moich znajomych próbowała mi „otworzyć oczy” i przekonywała, że nie mogę tak ufać mojemu mężowi, bo wszyscy mężczyźni są tacy sami, a zatem na pewno mąż mnie zdradza lub będzie zdradzał. Twierdziła, że nie mogę mieć pewności, a ja jednak ją mam. Jak to możliwe? Skoro przed ślubem, przez kilka lat, potrafił mądrze zapanować nad swoim popędem seksualnym (i to wobec kobiety, która jest mu najdroższa), więc na pewno popęd ten nie zapanuje nad nim, kiedy przyjdzie chwilowa pokusa względem innej kobiety. Przez 8 lat prawidłowo zarządzał swoim ciałem, a nie uda mu się to przez 8 minut? W tak długim okresie wydarzyło się wiele sytuacji trudnych, kuszących, a jednak potrafiliśmy obydwoje powiedzieć „nie”. Nasza umiejętność zachowania wierności jest dobrze sprawdzona i wypróbowana. Pewności, którą my mamy nie mogą mieć ci, którzy „brali” seks kiedy chcieli i ile chcieli. Jeśli przed ślubem nie zapanowali nad swoim ciałem (być może nawet nie próbowali), to czy zapanują nad nim po ślubie, w warunkach sprzyjających zdradzie?


Dodatkową motywacją do wierności małżeńskiej jest fakt wzięcia ze sobą ślubu kościelnego (zakładając, że narzeczeni przygotowali się do niego sumiennie, zgodnie z obowiązującym prawem Kościoła – nad tym czuwa lokalnie proboszcz danej parafii). Jak długo motywacja ta zdoła się utrzymać w umysłach małżonków, jeśli przed ślubem nie uczyli się mądrego zarządzania swymi ciałami? Przykładowo, czy żona, mając w pamięci to, jak mąż rzucił się na nią po raz pierwszy (kiedy znali się zaledwie miesiąc), nie będzie żyła w lęku przed zdradą? Czy nie będą ją dręczyć myśli typu: „A co, jeśli mój mąż zakocha się w innej kobiecie?”. Ja mam ten komfort, że wiem, co będzie, jeśli któreś z nas zakocha się w kimś innym (przecież to się może zdarzyć). Będzie tak, jak na początku naszego związku, kiedy poznaliśmy się ze sobą. W tej nowej relacji nie będzie nagłego ulegania pokusie. Nie będzie zdrady. Przeżywając krótkie zakochanie wiemy, że wówczas podziękowalibyśmy w sercu Panu Bogu za to, że ofiarował nam – w danym momencie życia – dar zakochania. Podziękowalibyśmy Bogu za tą konkretną osobę i jednocześnie nie dalibyśmy się głębiej „zaciągnąć” powstałym w nas uczuciom i emocjom. W mądry sposób przekierowalibyśmy relację w inną stronę lub odpowiednio odseparowalibyśmy się od takiej osoby. Przez dar zakochania Bóg chce nam coś konkretnego powiedzieć. Nie należy z tym gwałtownie walczyć, lecz przyjąć, krótko się zachwycić, podziękować, odpowiednio zareagować i pójść dalej drogą miłości małżeńskiej.


Chcesz sprawdzić, czy Twój chłopak będzie potrafił być Ci wierny? Zaobserwuj, w jaki sposób reaguje na to, kiedy z określonych powodów nie wyrażasz zgody na seks. Jeśli na próbę nie zgodzisz się, w danym momencie, na zbliżenie seksualne, a on z tym sobie nie poradzi i pójdzie do innej kobiety, to po co Ci taki chłopak?


5. Seks pozamałżeński jest dowodem na brak prawdziwej miłości.


„Kochać” oznacza „chcieć dobra drugiej osoby”.


Czym jest dobro? Każdy z nas odczuwa intuicyjnie, że dobro nie jest tym samym, co przyjemność. Przyjemność może czasem zaszkodzić, a dobro to coś przeciwnego szkodzie. Jeśli zgodzimy się z tym, że im dłużej trwa dane dobro, tym jego wartość jest większa (na razie nie porównujemy dóbr pod innymi względami), to trzeba stwierdzić, że największym możliwym dobrem dla człowieka jest życie wieczne i bliskość Boga, naszego Ojca. Każde inne dobra są dobrami skończonymi, a więc ograniczonymi. Grzech oddala człowieka od Boga – nie pozwala mu godnie uczestniczyć w komunii z Nim, zamykając człowieka na działanie łaski.


Jeśli Twój ukochany/ukochana twierdzi, że wierzy w Boga i życie wieczne, a mimo to pozbawia Cię dostępu do szczęścia wiecznego, warto się zastanowić czy faktycznie Twoje dobro jest dla niego/niej ważniejsze niż przyjemność. Czy kocha Ciebie, a może raczej tą przyjemność, którą mu/jej dostarczasz? Skoro osoba prawdziwie kochająca jest w stanie poświęcić własne życie z miłości, to tym bardziej jest w stanie poświęcić krótkie chwile własnej przyjemności.


Niektórzy mówią, że seks jest dowodem miłości. Często jednak jest tak, że seks staje się dowodem braku miłości. Największym dowodem miłości byłoby poświęcenie swoich przyjemności dla dobra drugiej osoby.


Dla ateisty największym dobrem jest któreś z dóbr skończonych. Niech zatem o takie dobro zabiegają dla swej ukochanej osoby (zgodnie z hierarchią wartości, które cenią).



Anita



Polecamy: www.adonai.pl/milosc



Warto przeczytać:


1. „Miłość, czy miłość?”, Katarzyna i Tomasz Jarosz – mówi o tym jak rozpoznać prawdziwą miłość oraz o wielu praktycznych problemach związanych z miłością,

2. „Razem, czy osobno?”, Jacek Pulikowski – dotyczy tematu mieszkania razem bez ślubu.



Dodatkowe źródła ciekawych informacji:


1. www.youtube.com/watch?v=n4qOYDbIQHI – konferencja Jacka Pulikowskiego na temat miłości,

2. www.youtube.com/watch?v=LqhMIQf7Ylc – ks. Piotr Pawlukiewicz porusza temat „Czy istnieje przeznaczenie?”,

3. www.youtube.com/watch?v=Ejbqe8JJySw&feature=related – zakochanie a miłość, ks. Piotr Pawlukiewicz.