• Slajd.png
  • Slajd_custom.png

Adoracja

Adoracja Najświętszego Sakramentu – otwórz się! To spotkanie Cię przemienia!


Być może trudno jest Ci się zatrzymać, brakuje Ci czasu na odpoczynek, a może chciałbyś znaleźć chwilę na to, by pomyśleć? Przypuszczalnie dążysz do realizacji marzeń, pragniesz spełnienia, szczęścia...

Jeśli chciałbyś znaleźć chwilę wytchnienia, aby pomyśleć lub jeżeli Twoje życie zdaje się być jedynie wiązanką zdarzeń i obowiązków, ten krótki artykuł jest dla Ciebie. Nie ma znaczenia czy wątpisz w istnienie Boga, szukasz Go, czy jesteś osobą niewierzącą. Być może potrzebujesz przemiany, odświeżenia relacji z samym sobą lub z Bogiem (albo jedno i drugie)?


Zachęcam Cię, drogi Przyjacielu, do krótkiej lektury. Jeśli zajrzałeś tu na chwilę, zacznij ją od trzeciego fragmentu. Ten tekst powstał z potrzeby podzielenia się z Tobą najpiękniejszym Spotkaniem, które uczy:

- jak pokochać drugiego człowieka – każdego, bez wyjątku,

- jak spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: „Bardzo Cię lubię!”,

- jak wytrzymać ze sobą w ciszy (np. ze swoimi emocjami),

- w jaki sposób powrócić do zdrowia.


Bywają w moim życiu chwile, że jako człowiek nie potrafię wejść w relację z samym sobą. Zastanów się, w jaki sposób odpoczywasz i kiedy ostatnio byłeś na spacerze, aby się na chwilę „zatrzymać”?



Zatrzymaj się!


Każda zmiana wymaga chęci i aktywnego zaangażowania. Istotnym elementem utrzymania postanowień jest systematyczność, stałość. Ludzie poszukują coraz to nowych sposobów, aby usprawnić swoje życie. Często biorą udział w warsztatach, kursach czy szkoleniach z powodu oczekiwań i presji otoczenia. Daremnie!


Rozwijaj się, ale zwolnij. Nie ulegaj presji pozbawiającej Cię kontroli nad własnym życiem. Najlepszą drogą, aby powrócić do siebie jest adoracja Najświętszego Sakramentu. Jest to sprawdzona droga do odzyskania pokoju serca i zbudowania relacji z żywym Bogiem, w oparciu o zaufanie.


Cisza może wydawać się niewygodna. Wymaga ryzyka, stanięcia w prawdzie o sobie. Dzięki milczeniu nie uciekam od siebie. Mogę się zatrzymać, a wtenczas nie gra mi w głowie najnowszy przebój muzyczny, staram się nie myśleć o najbliższym spotkaniu czy sprawach do załatwienia.


Pomiędzy codziennymi obowiązkami lubię wstąpić do kościoła, aby poprzebywać chwilę przed Najświętszym Sakramentem. Podobnie, jeśli przechodzę obok kościoła i nie mam nic pilnego do załatwienia, wchodzę na moment, aby porozmawiać z Jezusem lub choćby trwać przy Nim przez jakiś czas. Tu zaczynam odpoczywać wewnętrznie. Dopiero teraz, kiedy jestem tylko ja i Jezus, mój Przyjaciel.



Czym jest adoracja?


Spotkanie z Jezusem w Najświętszym Sakramencie jest niezgłębioną tajemnicą. Szczególnie blisko można być z Nim wtedy, kiedy trwa się bez słów... Bycie z Nim jako Osobą, która najbardziej na świecie pragnie mieć z Tobą relację. Zna Ciebie całkowicie, więc nie musisz niczego mówić. Jest najbliżej Ciebie ze wszystkich ludzi – mieszka w Twoim wnętrzu. Warto otworzyć się na relację z Jezusem Eucharystycznym, który duchowo i materialnie jest z Tobą, TERAZ. On działa TERAZ przed Tobą i przemienia TERAZ Twoje wnętrze i oblicze (kiedy pozwalasz na to, aby Jezus żył w Tobie i Tobą, stopniowo zmienia się Twoje spojrzenie, gdyż Jezus patrzy przez Ciebie na świat i drugiego człowieka). Nie jutro, nie za godzinę, nie innym razem. On JEST! Pragnie głębokiej relacji z Tobą.


Kiedy się modlę, mam świadomość, że język polski odrobinę ogranicza moje wołanie do Boga. Wtedy powtarzam w sercu: „Panie, dotknij i przemień mnie; zapraszam Cię do mojej codzienności, małych spraw”. Nawet nie wiem, jak to się dzieje, lecz Jezus rzeczywiście dotyka i przemienia mnie we właściwy Jemu sposób, dostosowany do mego aktualnego rozwoju. Jezus jest we mnie. Jest w tym, co robię! Jest TERAZ.



Błogosławiona „strata czasu”, czyli jak zacząć?


Przed codziennymi obowiązkami lub po nich, w drodze do szkoły lub pracy, wejdź do najbliższego kościoła, gdzie czeka na Ciebie Jezus, ukryty w Monstrancji. Usiądź lub klęknij, uczyń znak krzyża i trwaj przed Chrystusem. Oddaj się Jemu całkowicie. Wpatruj się w Boga, który na Ciebie patrzy (wyobraź sobie Jego miłosierne oblicze i spojrzenie na Ciebie). Miej świadomość, że nie musisz teraz niczego robić.


Być może będzie Ci trudno, bo: „Tyle mam pracy...”, „Miałem zadzwonić do kolegi...”, „Za kilka godzin idę do kina czy na imprezę”, „Lepiej gdzieś wyjść...”, „Samochód trzeba odebrać z warsztatu”, „Obiad jeszcze niegotowy...” itp. Pamiętaj, że to nie czas na rozpamiętywanie. Kłębiące się myśli w naszej głowie mogą być silną pokusą ku temu, aby nie przeżyć realnej obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie i nie ucieszyć się tym.


Siedząc w kościele nieraz człowiek zastanawia się: „Nie odmówiłem różańca, to sobie odmówię na adoracji”, „Pójdę na adorację, to sobie przy okazji odmówię wieczorny paciorek”. Lepiej, ażeby czas adoracji był czasem świadomej ciszy. Nie bój się „stracić czasu” dla Jezusa, który poświęcił dla Ciebie wszelkie zabawy i uciechy świata (nie przybył na Ziemię, aby się „dobrze bawić”).


Podczas przebywania na adoracji proponuję: zero rozmyślań, zero stałych modlitw, zero czytań i nieodmawianie różańca. Oddaj siebie Jezusowi, poprzez ręce Maryi, Jego Najświętszej Mamy, która zawsze jest tam, gdzie On. Ofiaruj Jezusowi swoją obecność na adoracji. Przed Bogiem nie musisz niczego robić i nikogo udawać. Niczego nie musisz! Możesz, co pewien czas, powiedzieć coś Jezusowi, własnymi słowami (On i tak o tym wie, ale cieszy się, kiedy decydujesz się podzielić z Nim swoimi przeżyciami). To też jest forma modlitwy. Możesz modlić się słowami, lecz nie bój się wyciszenia.


Nie siłuj się ze swoimi planami. Bóg ma dla Ciebie o wiele większe. Pragnie prowadzić Cię w Twych codziennych obowiązkach, zmartwieniach i radościach. Adoracja jest po to, by przez chwilę odejść od siebie – od ciągłej samokontroli i samodoskonalenia oraz od oczekiwań co do wyglądu własnego życia. Jest po to, aby pozwolić Bogu działać. On przygarnia Cię z Twoimi emocjami, planami i pragnieniami. Pragnie zająć się Twymi relacjami, Twoją codziennością. Troszczy się o Ciebie całkowicie: o to, abyś miał pracę, rozwijał się, aby Twoje dzieci nie chorowały, abyś szedł do ludzi itp.


Spójrz na Niego, spójrz jak Jezus patrzy na Ciebie. On uczy Cię, byś patrzył na siebie z miłością. On na Ciebie czeka. Zawsze.


Możesz usiąść lub uklęknąć. Pozwól Bogu działać, a więc zaplanuj, że będziesz przed Nim przez określony czas, np. 20 minut. Mówi się, że prostą drogą do bycia dobrym studentem, żoną/mężem czy księdzem jest chwila codziennej adoracji. Zapewne w którejś minucie przyjdą na Ciebie różne trudności (zniecierpliwienie itp.). Ważne jednak, abyś wytrwał w swoim postanowieniu. Poczekaj do ostatniej zaplanowanej minuty. Jezus w każdym momencie może przemówić w Twoim wnętrzu. Przykładowo, w dziewiętnastej minucie – po czasie, kiedy w tych dziewiętnastu „nie działo się nic”. Wytrwaj. Bóg wynagrodzi Twoje poświęcenie – często w nieoczekiwany dla Ciebie sposób. To niesamowite!


Wpatruj się w Niego. Na początku oddaj Mu swoje grzechy, słabości i wszystko to, co Cię przerasta. Oddaj to krótko i odejdź myślami od tego. Następnie powiedz Jezusowi o tym, czego rzeczywiście pragniesz. Powierz Mu to, czego pragniesz TERAZ. Stań przed Bogiem, który jest TERAZ. Niczego specjalnego nie musisz robić. Uświadom sobie, że Jezus chce Ciebie takiego, jakim jesteś – w obecnej sytuacji. Zostaw siebie – problemy i emocje. Otwórz się. Patrz na Jezusa, tak jak On na Ciebie patrzy. Po prostu. Możesz powiedzieć: „Mów Panie, bo Twój sługa słucha”. Słuchaj i niczego więcej nie rób. Trwaj. Zachwyć się Bogiem. Jesteś niepowtarzalny w Jego oczach.


Czym adoracja Najświętszego Sakramentu nie jest?


Warto pamiętać, że trwanie przed Jezusem w Monstrancji nie powinno być emocjonalne. Nie chodzi o to, byś zatrzymywał się nad tym, co w danej chwili czujesz, co przeżywasz, albo nad Twoją przeszłością lub przyszłością. Liczy się tylko TERAZ. Jezus działa TERAZ.


Jak wspomniano wcześniej, adoracja nie jest też czasem na odmawianie modlitw, rozmyślanie, analizowanie swojego życia.



Po co to wszystko?


Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Bóg przychodzi do każdego w inny sposób (piękny i zaskakujący). Dlatego nie ma co ograniczać Jego działania słowami (poprzez niepotrzebne gadanie).


Tracąc czas dla Niego, dajesz Mu szerszą przestrzeń na to, aby Cię przemieniał (Twoje oblicze i wnętrze). Nauczysz się kochać siebie – kochać i dawać swój czas i swą obecność tym, którzy tego potrzebują. Będziesz się częściej uśmiechać – także do siebie. Być może odkryjesz, czego tak naprawdę w życiu pragniesz. Dowiesz się kim jesteś i dokąd podążasz. Dostrzeżesz, że Jezus chce Ciebie właśnie takiego nieogarniętego, niepoukładanego, ze smutkami i radościami. Chce dawać Ci się bez reszty. Jezus zaspokoi Twój głód oraz Twoją pustkę i samotność.


Adoracja to wyczekiwanie małego dziecka na najważniejszego gościa. To tęsknota, która nie zna pustki. Nie bój się być dzieckiem. Nie pozwól, aby – wraz z upływem lat – Twoje czekanie wyparowało.



Aleksandra


- - - -


Jak adoruje się Najświętszy Sakrament?


"Proszę księdza, mam takie jedno pytanko, jak adoruje się Najświętszy Sakrament? I jak mam powiedzieć mojemu kierownikowi, że chcę żeby mnie uczył stać się lepszym, tzn. uczył mnie o wierze... (nie wiem, czy dobrze się wyraziłam, ale mam nadzieję, że ksiądz zrozumiał)".


Gdy adorujemy Jezusa, wyłączamy umysł, jesteśmy bierni, jakby bezwładni, zupełnie poddani Jemu, Jego inicjatywie. Nie czynię wysiłku, nie myślę o tym, jak zagospodarować czas. Rozkoszuję się biernością, w którą zostaję zapraszany i wprowadzany. Trwam. Tak po prostu. Siedzę i patrzę. Moje serce jest ciche, zasłuchane, małe, pozwalające się ogarnąć, otulić.


Adoracja to świętowanie obecności. Jest to prosta radość z samego faktu obecności, Jego obecności i mojej obecności przy Nim. Cieszy mnie sama Jego OBECNOŚĆ. Najważniejsze dla mnie jest to, że mogę SPOTKAĆ Jezusa. OBECNOŚĆ, SPOTKANIE - to jest główny powód radości, doświadczania szczęścia w relacji. Obecność - to jest powód do radości. Nie to, co mogę od Niego otrzymać, a po prostu to, że On JEST i że ja jestem. Adoracja to świętowanie dla mnie - świętowanie obecności. Adoracja to też świętowanie bliskości. Obecność wprowadza w bliskość. Im głębiej uświadamiam sobie obecność i im dłużej trwam w obecności (On i ja - przenikanie wzajemne), tym głębiej doświadczam bliskości, milczącej, oszczędnej we wszelkie doświadczenia zmysłowe, takiej prostej, zwyczajnej, bez żadnych poruszeń uczuciowych.


Nasiąkam ciszą, milczeniem. Gdy adoruję, przenika mnie świadomość, że to nie tyle ja patrzę na Niego, ile raczej On patrzy na mnie - we mnie. Jego patrzenie - to dotykanie mojego serca. Kiedy adoruję, przychodzi mi często na myśl Psalm 139 - powtarzam sobie jego słowa o przenikaniu mnie przez Pana i w ten sposób jeszcze głębiej, mocniej uświadamiam sobie, że Pan - teraz właśnie - mnie przenika. Nie muszę nic mówić, On wie, On przenika, On dotyka. Jego dotyk jest uzdrawianiem. Czasami w sercu pojawia się pytanie: Czego pragnę teraz? Czego pragnę - gdzie Jezus ma dotknąć mojego serca? W którym miejscu? I wtedy dzieje się cos pięknego - otwieram w milczeniu moje serce i nie tyle mówię Mu o tym, co najbardziej mnie nęka i boli, ile POKAZUJĘ Mu te miejsca, odkrywam swoje serce, niczego się przed Nim nie wstydząc.


Wierzę mocno, że On - patrząc - dotyka, ogarnia czułością moje chore miejsca, ogarnia czułością te zakamarki serca, które jeszcze drżą z lęku, niepewności... Jezus całuje we mnie te drżące miejsca... Dotyka je z czułością, w milczeniu. O nic nie pyta. Po prostu JEST, a ja jestem przy Nim. Milczymy. A jednak wszystko wiemy. Nie potrzeba słów. Podczas adoracji, dokonuje się inny sposób poznawania. Całkowicie wewnętrzny, intymny, totalnie osobowy, w największej bliskości... Adoracja jest SPOSOBEM uzewnętrzniania relacji. Gdyby porównywać ją do relacji na wzór relacji pomiędzy kochającymi się osobami, to adorację porównałbym do chwil największej intymności, największej bliskości. To jest ta chwila, kiedy kochankowie, po szaleństwie namiętności, trzymają siebie nawzajem w ramionach, w czułym objęciu, i trwają tak bez słów, zasłuchani w bicie własnych serc... To jest ta chwila, kiedy kochankowie, w czułości, zrozumieniu, przenikają siebie nawzajem czułym dotykiem, kiedy zwierzają sobie największe i najbardziej intymne sekrety serc, życia, pragnień, tęsknot...


Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu jest czas na wylewanie serca przed Jezusem. Bóg mnie pragnie, dlatego jestem na adoracji. On pragnie na mnie patrzeć, pragnie mnie wewnętrznie dotykać, przechadzać się w moim wnętrzu.


Adoracja jest czekaniem. Otwieram ręce i serce na przyjmowanie wszystkiego, co Bóg da. Jest ona przyjmowaniem życia, przyjmowaniem Pana, przyzwoleniem na przenikanie mnie. W tym czasie pozwalam Jezusowi, aby wziął z mojego serca to, co chce wziąć i włożyć to, co chce włożyć. To czas cierpliwego czekania na Niego. On jest w centrum, nie ja. Adoracja jest dorastaniem do tego, że Jezus jest najważniejszy.


Nie mogę zmusić Pana, aby przyszedł. Jedyne, co mogę zrobić, to czekać i być obecnym. Adoracja jest tęsknym oczekiwaniem, jest słuchaniem. Czekając na Boga uznaję, że On wiele znaczy w moim życiu. Czekanie przed Nim przemienia mnie, abym nosił w sobie Jego myśli i pragnienia. Jeśli godzę się czekać, staję się inny. Adoracja czyni uważnym, kontemplacyjnym. Uwalnia od pośpiechu, od pędzenia za tym, co nie istotne, co nie karmi ducha i nie pociesza serca. Ona otwiera serce na Boga i człowieka. Staję się miłym dla siebie samego, łagodnym i wyrozumiałym. Odczuwam, iż moje serce uwalnia się od silnej presji manipulowania innymi, uwalnia się od agresji.


Adoracja jest wejściem w klimat uwielbienia, podziwu, delikatności. To czas napełniania się miłością i wrażliwością, która jest z Boga. W czasie adoracji odkrywam najczęściej przyczynę chęci ucieczki. Jest to pokusa spowodowana tym, że przyszedłem na adorację w tym celu, aby coś otrzymać, załatwić. I w tym momencie doświadczam rozczarowania. Adoracja nie jest miejscem rozwiązywania moich problemów, szukania odpowiedzi. Nie można przeżywać jej w kategoriach przydatności. Jestem przed Panem dla Niego samego. Nie usiłuję osiągnąć czegokolwiek przez adorację. Jestem na adoracji nie po to, aby coś otrzymać, lecz w tym celu, aby być przed Bogiem. Wiem, że On mnie słucha. To jest źródłem pocieszenia. Odczuwam spokój i przypływ mocy.


Przyjdzie taki czas, kiedy adoracja będzie się wydawała całkowitą stratą czasu, kiedy nic nie będzie do niej pociągało, kiedy nie pojawi się odczucie spełnienia. Wtedy może pojawić się pokusa zamiany adoracji na spacer lub lekturę ciekawej książki. Może przyjść taki czas, kiedy adoracja przestanie dawać ukojenie, będzie pochłaniać moje siły i pokaże z całą ostrością moją słabość. Trzeba trwać, przetrzymać ten stan, nie odchodzić z adoracji. Przyjaźń może nieść ze sobą wiele „korzyści”, lecz jeśli one stanowią jedyny jej cel, to znaczy, że przyjaźni w ogóle nie ma.

„Posługiwanie się Bogiem, to zabijanie Go” (Mistrz Eckhart).


Przychodzenie na adorację jest znakiem, że czuję się bezpieczny w obliczu Boga. Przychodzę, aby słuchać Boga. Skupiam się na Nim. Nie analizuję siebie, nie zastanawiam się nad sobą, lecz słucham, aby kochać.


„I jak mam powiedzieć mojemu kierownikowi duchowemu, że chcę żeby mnie uczył stać się lepszym, tzn. uczył mnie o wierze…?”.


Kierownictwo duchowe ma dwa cele. Pierwszy, to okazanie pomocy osobie w odczytaniu Planu Bożego objawiającego się w codzienności, by odkryć w ten sposób ku czemu jest ona wezwana przez Boga. Drugi natomiast, to pomóc osobie w daniu odpowiedzi możliwie najpełniejszej, w sposób wolny i odpowiedzialny Bogu na to wezwanie. Celem kierownictwa duchowego jest doprowadzenie człowieka do wolności, aby wybrał to, co Bóg przygotował dla niego z miłości.


W kierownictwie duchowym nie chodzi o pouczanie, dawanie rad, czy też zasypywanie człowieka wielością różnych wskazówek. Chodzi przede wszystkim o cierpliwe czuwanie i pomoc, aby Twoje życie ujawniło się w całej prawdzie, jako niepowtarzalny dar Boga.


Powiedz swojemu kierownikowi duchowemu, aby pomógł Ci w poznaniu siebie i poznaniu Boga; niech wprowadzi Cię w umiejętność poznania pragnień, które są w Tobie. Odkryj, jakie pragnienia budzi w Twoim sercu Jezus Chrystus. Jaki jest Twój obraz Boga i jaki nosisz w sercu obraz siebie samej? Opowiedz kierownikowi duchowemu o swojej miłości do ojca i matki, a także o swojej miłości Boga Ojca. Jak dotychczas doświadczałaś miłość Bożą?


Powiedz kierownikowi duchowemu o swoim dotychczasowym doświadczeniu Boga. Jak Go doświadczałaś? Kim On dla Ciebie jest? Jakie dary (łaski) od Niego otrzymałaś? Czego od Boga pragniesz? Czy jest On dla Ciebie kochającym Ojcem? Czy masz do Boga zaufanie? Opowiedz kierownikowi duchowemu o tym, co jest dla Ciebie trudne w spotkaniu z Bogiem na modlitwie.


Jak przeżywasz prawdę o tym, że jesteś człowiekiem grzesznym? Czy nosisz w sobie żal do siebie, do Boga, czy do drugiego człowieka? Co dotychczas usiłowałaś zrobić ze swoim żalem? Jakie są w Tobie dominujące namiętności? Jak reagujesz na własne słabości? Co czujesz, kiedy one się ujawniają?


Myśli i uczucia, jakie pojawią się na modlitwie, a także w codziennych zajęciach, przedstawiaj kierownikowi duchowemu, aby on je obiektywizował, rozeznawał to, do czego one cię prowadzą.


Wejdź w medytację ewangeliczną, albo modlitwę kontemplacyjną. To, co będzie owocem tej modlitwy przedstawiaj kierownikowi duchowemu. Chodzi o to, w jaki sposób Bóg Ciebie pociesza, co rodzi się w Twoim sercu, gdy kontemplujesz dany obraz ewangeliczny? Dziel się swoim doświadczeniem radości, niepokoju, a może bólu lub lęku.



Ks. Józef Pierzchalski SAC



Źródło: http://pierzchalski.ecclesia.org.pl