• Slajd.png
  • Slajd_custom.png

Robert - uzdrowienie wewnętrzne

robert_fotka
Pragnę podzielić się z Tobą wiedzą, która sprawdziła się w moim życiu, a którą Bóg przekazuje człowiekowi od kilku tysięcy lat na kartach Pisma Świętego oraz za pomocą wielu mądrych życiowo publikacji (sporządzonych przez praktyków miłości – ludzi świętych, pokroju Jana Pawła II). Na fundamentach tej wiedzy – każdego dnia – buduję osobistą relację z Bogiem, drugim człowiekiem oraz uczę się przyjmować siebie takim, jakim Bóg mnie zaprojektował i stworzył.
 
Jestem świadomy swoich wielu słabości, przez które mój niewidzialny (dla zmysłów) Wróg próbuje sprowadzić mnie na drogę grzechu. Wiem jednak, że Bóg mnie niesamowicie kocha i pragnie, abym wykorzystując te słabości, próbował umacniać się Jego łaską. Tylko ode mnie zależy to, czy odczuję obecność Boga w swoim życiu.
 
Dziś tak trudno jest usłyszeć szept Boży wewnątrz serca – wymaga to wejścia w ciszę. Naokoło nas jest nadmiar szumu informacyjnego. Tak łatwo jest ulec pokusom, gdy autorytetem w życiu jest ktoś inny niż miłosierny i sprawiedliwy Bóg, który potrafi Wszystko.
 
Wielu moich znajomych żyje tak, jakby Boga nie było. Dla nich liczy się przede wszystkim wygoda, rozpusta i chęć imponowania siłą, zdrowiem czy pieniędzmi. Na zewnątrz demonstrują oni maskę pozornego szczęścia i dobrobytu, a wewnątrz swych serc przeżywają ogromny niepokój.
 
Istnieje tylko jedna droga do prawdziwego szczęścia – do życia w trwałym pokoju serca. Tą drogą jest codzienne odkrywanie miłości, która oczyszcza, uzdrawia, wprowadza ład i pokój w życiu człowieka.
 
Im trudniejsze masz życie, tym skuteczniej możesz się oczyścić. Wystarczy, że nauczysz się przyjmować wszystko przez pryzmat miłości, którą Jezus Chrystus udowodnił Swoim postępowaniem, będąc – jak Ty i ja – człowiekiem z krwi i kości.
Przez długi czas czułem się bezwartościowym facetem. Moje życie było nieustanną ucieczką od realnych problemów. Przy każdej możliwej okazji zagłębiałem się w świat iluzorycznych marzeń (np. tkwiłem w uzależnieniu od gier komputerowych), naiwnie zrzucając wszystkie trudności na najbliższych. Gdzieś podświadomie wiedziałem, że mogę sobie żyć jak chcę, a bliscy i tak wydobędą mnie z wszelkich kłopotów. Byłem przekonany, że piękne życie to takie, w którym nie ma problemów i można robić to, na co ma się ochotę. Swoim lenistwem i nieodpowiedzialnymi decyzjami zraniłem bardzo wielu ludzi, także tych najbliższych. Zmarnowałem wiele lat swojego życia.

Jednak dzięki wytrwałej modlitwie wielu osób (jak się później dowiedziałem), łaska Boża zdążyła dosięgnąć mnie stosunkowo szybko. Jezus Chrystus stopniowo odsłaniał mi tajniki Swej mądrości, prowadząc mnie po różnych miejscach, gdzie poznawałem odpowiednich ludzi i mogłem słuchać Jego słów, odkrywać Jego drogi. Jednym z takich miejsc była formacja studencka „Jahwe Nissi”, prowadzona przez kapłana Dominika Chmielewskiego. Trafiłem tam „przypadkowo”, idąc za wskazaniem kolegi oraz w poszukiwaniu kandydatki na żonę. Żadna z dziewczyn nie porwała mego serca, za to z entuzjazmem przeszedłem intensywną formację duchową. Czynnie przebyłem przez seminaria odnowy życia chrześcijańskiego, seminaria odnowy życia w Maryi, warsztaty charyzmatyczne, modlitwy wstawiennicze, nabożeństwa uwielbienia, pielgrzymki itp. Pan Bóg pozwolił mi przez to wszystko przejść, aby mnie szkolić, formować i stopniowo uzdrawiać mnie od wewnątrz.

W szczególny sposób Jezus dotknął mnie podczas pewnej Mszy Świętej z modlitwą o uzdrowienie. W chwili przyjęcia Go w Komunii Świętej poczułem, jak każda komórka mego ciała staje się z Nim jednością. Gdy zakończyła się Msza Święta, kapłan postawił na ołtarzu Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i rozpoczęła się adoracja, połączona z modlitwą o uzdrowienie. Podążając za słowami kapłana – wypowiadanymi pod natchnieniem Ducha Świętego – każdy z obecnych wyrzekał się po kolei wszelkich grzechów ciężkich, które napotkał w swoim życiu lub na które w przyszłości mógłby się natknąć.

Nadszedł również moment przebaczenia sobie, innym ludziom oraz Panu Bogu, do którego często mamy pretensje. Z moich oczu leciały strumienie łez. Szczególnie w momencie, w którym kapłan poprosił, aby każdy z obecnych wyobraził sobie, iż razem z Maryją klęczy u stóp krzyża, na którym Jezus umiera za grzechy każdego człowieka. Kapłan powiedział, by każdy z nas zaprosił pod ten krzyż ludzi, których zranił, oraz tych, którzy nas zranili. Następnie prosił, byśmy wyobrazili sobie, jak Krew Jezusa obmywa nas, oczyszcza ze wszystkich grzechów. Wewnątrz serca przypomniałem sobie wszystkich ludzi, którzy z mojego powodu musieli cierpieć i prosiłem ich o przebaczenie.

Na koniec nabożeństwa kapłan wziął w ręce Pana Jezusa w Monstrancji i przechodził przez każdy zakątek kościoła, błogosławiąc po kolei wszystkich ludzi. Czułem, jak Jezus Chrystus przemierzał kościół. Otrzymałem wtedy niesamowity pokój serca i uzdrowienie wielu zranień z mojego dzieciństwa.


POWRÓT