• Slajd.png
  • Slajd_custom.png

Świadectwo uzdrowienia relacji w rodzinie

Mam na imię Agata, lat 23. Moja świadoma droga, kiedy powiedziałam: „Tak, Panie Jezu, ogłaszam Cię moim jedynym Panem i zbawicielem życia”, rozpoczęła się, gdy miałam 16 lat.

Chcę krótko opowiedzieć o mojej relacji z mamą. Odkąd trafiłam do Kościoła, długi czas nie wiedziałam, co jest nie tak w relacji do mamy. Rozumem chciałam dla nas dobrze – chciałam ją kochać, akceptować, słuchać, dbać o nią i być jej dobrą córką. Emocjonalnie nienawidziłam jej, nie zgadzałam się z jej poglądami, z jej filozofią życia. W okresie dzieciństwa w domu było wiele przemocy cielesnej – byłam świadkiem, kiedy mama biła moją starszą siostrę. Byłam chorowitym dzieckiem, więc bicie było mi, dzięki Bogu, oszczędzone. Byłam natomiast ofiarą przemocy psychicznej. Myślałam, że mama nie chce dla mnie dobrze – że odrzuca mnie, nie kocha, nie akceptuje. Byłam przekonana, że mama nie chce mojej dobrej relacji ze starszą siostrą. Dodam, że siostra mnie nienawidziła za to, że tylko ona była bita! Nie było między nami porozumienia.


Weszłam w buntowniczy okres nastolatki – takiej, która „wie lepiej” i nie szanuje matki za jej doświadczenie i mądrość życiową. Ten brak szacunku objawiał się w takim samym odnoszeniu się do mamy, w jaki ona robiła to wobec mnie: krzyk, podniesiony ton głosu, wyrzuty emocjonalne, robienie jej na złość, uświadamianie jej, że sama jest sobie winna za to, że nie mamy ze sobą relacji. Była to taka żółć, która psuła mi życie. Nie byłam wolna, lecz zniewolona jej emocjami. Wszystkie moje młodzieńcze pomysły na życie spotykały się z jej krytyką. Z góry wiedziałam, że cokolwiek  powiem, będzie u niej na NIE. Nie potrafiłam się uwolnić od tego.  A przy tym wszystkim najtrudniejszy był fakt, iż przecież wiedziałam, że powiedziałam Jezusowi TAK. I co? Pytania: „Jezu, co jest nie tak?”, „Dlaczego mam taką matkę, a nie inną?”, „Dlaczego ja tyle narzekam?”, „Dlaczego taka rodzina? Bez stałego życia w łasce? Dlaczego oni wszyscy chodzą do kościoła, lecz nie żyją Kościołem?”, „Dlaczego nie czuję, że mama chce dla mnie dobrze? Że słowo „kocham” to coś naturalnego z jej ust?”, „Dlaczego, kiedy zdobywam się na powiedzenie jej słowa „kocham”, ona odpowiada: „A daj mi spokój!?”.


Początkowo modliłam się w taki sposób, że dosłownie beczałam przed Bogiem. Skupiałam się na sobie. Spowiadałam się z tej egoistycznej tendencji kierowania się na siebie i swoje emocje, a nie na to, co Jezus wycierpiał (na Jego Krzyż). Tak bardzo ludzko patrzyłam na siebie – nie akceptowałam takiego stanu. Brakowało w tym oczu pełnych Miłości.


W wieku 18 lat trafiłam na rekolekcje ignacjańskie. Jezus pokazał mi, że Matka Boża jest idealną Mamą. Ona przytula mnie i moją mamę. Umiłowałam modlitwę różańcową. Tam zostawiałam niejednokrotnie tę sprawę Jezusowi. Bóg dawał mi stopniowo poznać, że tylko On nauczy mnie widzieć to wszystko inaczej. To był bardzo długi proces. Ja po prostu nie rozumiałam, dlaczego moja matka taka jest, dlaczego mi tak ciężko to przyjąć i pokochać mamę z jej słabościami.


W wieku 21 lat wyjechałam do Anglii na studia. Relacja z mamą wcale się nie zmieniała, tzn. zmiany nie były odczuwalne. Wiedziałam, że nie mam wzoru kobiecości w domu, że nie wiem, jak być piękną, subtelną kobietą – taką delikatną, jak Maryja. Podczas pobytu w Anglii i jednej rozmowy z mamą przez Skype – kiedy po raz kolejny mnie zawiodła, nie pomogła, tylko nawrzeszczała na mnie tak bardzo, że gorzko płakałam (wszystko na obczyźnie było dla mnie cięższe niż w Polsce) – modliłam się: „Jezu, uwolnij mnie, ratuj! Chcę kochać moją mamę! My nie potrafimy ze sobą rozmawiać!”. Byłam całkowicie rozdarta.


Podczas świąt Bożego Narodzenia moja siostra zapytała, dlaczego jestem taka zbuntowana na mamę? Przecież mam 21 lat, nie jestem małym dzieckiem, a zachowuję się jak mała, rozkapryszona dziewczynka. Powiedziała mi prawdę, którą znałam od lat! Odpowiedziałam jej, że wiem, iż taka jestem, ale przecież mama mnie nie kocha! Nigdy mi tego nie powiedziała, nie przytuliła ani nie powiedziała, jak bardzo jestem ważna dla niej i jak bardzo chciałaby, abym była szczęśliwa. Nigdy nie powiedziała mi, że jestem piękna. Moja siostra odpowiedziała: „Głupolu, mama cię kocha, tylko nie umie Ci tego okazywać. Ty niczego nie wiesz... bo w naszej rodzinie nie mówi się o zmarłych, ale tato mamy, nasz świętej pamięci dziadek, był alkoholikiem. Mama przeżyła wystarczająco dużo traumy, byś Ty ją jeszcze odrzucała”.


Od czasu wspomnianego Bożego Narodzenia zaczęłam uwielbiać Boga w mojej mamie, w jej życiu. Zaprosiłam Go do tej relacji – jeszcze raz, inaczej... tak bardzo Mu dziękując za moją Mamę. Prosiłam Jezusa, by na nowo narodził się w moim sercu! On utkał sobie w mym sercu stajenkę z tych wszystkich doświadczeń i faktycznie w niej się narodził.


Pół roku później, po kolejnych rekolekcjach ignacjańskich, będąc już w Polsce, Bóg zaczął pokazywać mi, komu muszę z serca przebaczyć. Po przeczytaniu książki pt. „Miłość to wybór. O terapii współuzależnień” (Wydawnictwo „W Drodze”) dostrzegłam, że przebaczenie to „gruba rzecz”, tj. będzie wymagało wiele czasu i cierpliwości z mojej strony. Okazało się, że mama ma Zespół Dorosłego Dziecka Alkoholika, a ja jestem współuzależniona od jej emocji. Wiele się modliłam. Dziękowałam Bogu, że w końcu wszystko zaczyna się robić jaśniejsze, że On daje mi oczy wiary na tą całą sytuację.


Podczas ferii zimowych, będąc na Dniu Skupienia, kiedy Adorowałam Jezusa w Najświętszym Sakramencie, narodziło się postanowienie, by zamówić dziewięć Mszy Świętych za moją rodzinę (w intencji: o uzdrowienie relacji i pokoleń oraz o nawrócenie i uwolnienie od zła w mej rodzinie). Równolegle rozpoczęłam spotkania u pani psycholog. Chodziłam na wizyty, a po nich na Adorację. Ten czas nie był łatwy (targało mną wiele emocji), lecz łaska Boża ogarniała to wszystko. Doświadczenie Bożej Miłości było tak silne, że podczas kolejno odprawianych Eucharystii, dzień po dniu, Jezus zapewniał mnie, że widzi to wszystko. Widzi mój płacz, lament, poranienia; widzi mamę, rodzinę. Jezus dał mi poznać, że On płacze razem ze mną nad nimi, ale że ja staję się wolnym człowiekiem. Dostałam od Boga dar łez – były to łzy radości i szczęścia! Tak jak obiecał: JEST! Stopniowo, powolutku, zaczął we mnie wszystko odbudowywać. Rozpoczął od pokochania siebie samej. Odbudował moją kobiecość. Kupiłam sobie pierwsze w życiu obcasy! Zaczęłam dbać o siebie i kochać ludzi jeszcze bardziej. Stawałam się wolnym człowiekiem.


Podczas moich 23 urodzin pojechałam do rodziców z bukietem kwiatów, aby podziękować im za to, że jestem. Jezus dał mi łaskę, by powiedzieć rodzicom (szczególnie mamie), że ich kocham – że moje życie to dar. Ostatnim etapem tego długiego procesu uzdrowienia była Msza Święta z modlitwą o uzdrowienie, na której ksiądz miał poznanie, że Jezus – obecny pośród nas w Najświętszym Sakramencie – uzdrawia relację córki i matki (w tamtym konkretnym momencie). Początkowo myślałam, że nie chodzi o mnie, ale czułam ciepło i pokój w sercu, kiedy to poznanie zostało wypowiedziane. Zaczęłam podczas uwielbienia wołać do Jezusa, że dziękuję Mu za mamę, uwielbiam Go w jej życiu, w jej ranach. Prosiłam też o życie wieczne dla zmarłego dziadka. Wiedziałam, że to Bóg ma moc zabrania tego skażenia emocjonalnego i że właśnie teraz jest ten czas – zabiera to wszystko i daje nowe spojrzenie (Jego oczami wiary) na mamę i wszystko uporządkuje!


Dziś kocham moją mamę. Nie mam dotychczasowych emocji do niej – Jezus je zabrał. Często rozmawiamy z mamą przez telefon. Szanuję ją. Opowiadam o mamie jak o księżniczce, która mnie urodziła. Z dnia na dzień coraz bardziej ją podziwiam! Z radością wracam do domu ze studiów, aby napić się z nią kawy.


Bóg jest dobry. Za to wszystko, co mi dał, co uzdrowił, Jemu chwała na wieki! Moc modlitwy jest wielka – szczególnie, kiedy zmienia się punkt nacisku z „ja” na „On”, kiedy woła się: „Jezu, jestem słaba i pragnę Ciebie”. Moc modlitwy różańcowej, do Maryi (Mamy Niebieskiej), to najlepsza broń na wszelkie trudności. Dzięki Ci, Panie, za dar modlitwy, za dar miłości oraz za mądrość ukochania krzyża moich doświadczeń i zranień. Amen.



Agata